Pobierz aplikację
apple app store google play store
2026-04-27

Burmistrz Szczecinka w TV Zachód

Mijają dwa lata od wyborów samorządowych w 2024 roku. Jak te 24 miesiące podsumowuje zwycięzca tamtych wyborów, burmistrz Jerzy Hardie-Douglas? Opowiedział o tym (i nie tylko o tym) w rozmowie z Telewizją Zachód. Poniżej zapis rozmowy.

 


 

Ryszard Bańka: W Studiu Telewizji Zachód gościmy pana burmistrza, Jerzego Hardie-Douglasa. Dzień dobry, panie burmistrzu. 

Jerzy Hardie-Douglas: Dzień dobry, witam Państwa.

[...]

Ryszard Bańka: Panie burmistrzu, już Pan wspomniał – wczoraj była sesja. Spokój?

Jerzy Hardie-Douglas: Tak, wyjątkowo spokojna. Faktem jest, że nie było tam w ogóle żadnych kontrowersyjnych tematów. Trochę zmian w budżecie, nowe plany zagospodarowania przestrzennego – jeden uchwalany, do drugiego żeśmy przystępowali.

Ja już się nauczyłem, że nigdy nie należy spać spokojnie, bo nie wiadomo... Szczecinek ma zawsze taki temat: „pytania radnych” i tam są bardzo często różne popisy. Ale tym razem prawie nie było pytań i było bardzo spokojnie. Cała sesja, mimo że formalnie miała 18 punktów, zakończyła się w pół godziny. Także rekord świata. Może moi koledzy opozycyjni, że tak powiem, chcieli dać mi czas na świętowanie moich imienin.

Ryszard Bańka: Być może. Podczas tej sesji zapadła jedna bardzo ważna, myślę, decyzja dotycząca działki przy ulicy Polnej. Tam, gdzie miała kiedyś powstać prokuratura.

Jerzy Hardie-Douglas: To znaczy, zapadła decyzja o przeznaczeniu do sprzedaży tej działki. To jest parcela na coraz bardziej atrakcyjnej ulicy, bo ta Polna zrobiła się naprawdę fajną arterią. Myśmy tam przeznaczyli – stosunkowo blisko Biedronki na Polnej – kawałek działki dla prokuratury.

Wtedy, wiele lat temu, prokuratura miała takie plany, żeby przenieść się tam i wybudować od nowa swoją siedzibę. W międzyczasie to ewoluowało. Wybrali inne rozwiązanie, zostają na Mickiewicza. W związku z tym ta działka jest im zbędna. Nie ma powodu, żeby ją blokować. W planie zagospodarowania przestrzennego ona jest przeznaczona na usługi i z takimi zapisami będziemy próbowali ją sprzedać.

Ryszard Bańka: Oby się to udało, bo to będzie dobry zastrzyk dla miasta. Przecież ona była tam przekazana nieodpłatnie dla Skarbu Państwa. Tak żeśmy wtedy postanowili w swojej mądrości, że przekażemy ją nieodpłatnie.

Jerzy Hardie-Douglas: Taka możliwość istnieje dla różnych agend rządowych. Natomiast w końcu nie przekażemy jej bezpłatnie, tylko ją sprzedamy.

Ryszard Bańka: Panie burmistrzu, właśnie mijają dwa lata, gdy Pan wrócił na fotel burmistrza miasta Szczecinka. Trudno uwierzyć, że ten czas tak szybko leci. Zacznijmy od tego, jak Pan sam ocenia te dwa lata?

Jerzy Hardie-Douglas: To były dla mnie dosyć trudne lata, wie Pan, z różnych powodów. Po pierwsze – ja o tym mówiłem trochę w kampanii, wiele osób mi nie wierzy, a niesłusznie, bo ja mówię zwykle prawdę – tutaj w ogóle żadnego fałszu nie ma: powrót na fotel burmistrza nie był moim marzeniem. Ja to zrobiłem z pewnego poczucia obowiązku. Bardzo źle oceniałem Daniela Raka i jego rządy przez pięć, a właściwie nawet pięć i pół roku.

Uważałem, że powinno się go odsunąć od władzy. I właściwie miałem świadomość tego, że jestem jedyną osobą, która może to zrobić. Że on się tak tutaj umocnił, tak się „okopał”, otoczył się różnymi swoimi kolegami totumfackimi. Żonę wykreował na posłankę i czuł się zupełnie bezkarny. Ja z kolei byłem sfrustrowany patrząc na to, że człowiek, którego jakoś tam popierałem przy jego staraniach o pozostanie burmistrzem...

Ryszard Bańka: On się od Pana uczył.

Jerzy Hardie-Douglas: No tak. On był moim współpracownikiem przez trzynaście lat. I tym bardziej mnie to bolało, gdy przyglądałem się, jak bardzo ta władza zmieniła go na niekorzyść. Uważałem, że jego dalsze rządy będą szkodliwe dla Szczecinka. A ponieważ lubię Szczecinek, a wiedziałem, że nikt inny go odsunąć od władzy nie może, to wystartowałem w tych wyborach. Miałem od początku świadomość, że mam duże szanse, bo ludzie też są zmęczeni i widzą pewne zachowania – nie tylko tę demoralizację władzą, ale również zachowania, które nie przystały burmistrzowi. To jest małe miasto. Wszyscy wiedzą, o czym mówię. No i wystartowałem.

Może zbyt długo o tym mówię, ale naprawdę nie było to moim marzeniem. Jestem już starszym człowiekiem. Wolałbym już trochę spauzować, odpoczywać. Nie chcę rezygnować ze swojej pracy medycznej, która przynosi mi nie tylko pieniądze, ale i przyjemność oraz satysfakcję. W związku z tym staram się to wszystko razem łączyć. Jak ma się siedemdziesiąt parę lat, to zaczyna być męczące, że idę z jednej pracy do drugiej, z drugiej do trzeciej. Wracam późno i staram się każdą z tych prac wykonywać rzetelnie. Mam coraz mniej czasu na odpoczynek. Człowiek przecież nie będzie żył wiecznie, raczej już zbliżam się do końca żywota.

W związku z tym powinienem trochę „odcinać kupony” i korzystać z mojego domu hiszpańskiego, o którym mówię może zbyt często. Nie dlatego, żeby się chwalić, ale też nie mam powodu, żeby to ukrywać. Ciężko pracowałem na to, żeby móc sobie kupić dom w Hiszpanii. Mam ten dom i tam lubię bardzo jeździć. Opisałem to w mojej książce, co jest też taką odskocznią od pracy zawodowej – że mogę sobie usiąść i pisać. Polecam wszystkim Boomera.

Więc był to dla mnie okres trudny. A przy tym wszystkim, wie Pan, ta cała otoczka: to, że moja partia nie dość, że mnie wyrzuciła, to potem się na mnie obrazili całkowicie – jak ja śmiałem w ogóle wystartować w tych wyborach. Potem się obrazili o to, że dopuściłem do tego, żeby ktoś, kto był kojarzony z poprzednim rozdaniem, konkretnie z Solidarną Polską, czyli pan Maciej Uness, został prezesem ZGM-u. A on został prezesem, bo wygrał konkurs. I to jest po prostu proste jak budowa cepa. Ja przy tym nic nie majstrowałem. Nigdy tego człowieka wcześniej na oczy nie widziałem. Różnego rodzaju naciski, żebym go jednak wyrzucił – ja się im nie poddałem. W związku z tym moje kontakty z rządzącymi obecnie w zachodniopomorskim są jeszcze gorsze.

To wszystko potem przekłada się na to, że jest trudno starać się o dofinansowania. Pracuję w mało sprzyjającej atmosferze. Może nie w Szczecinku, bo w Szczecinku czuję dobrą atmosferę. Ludzie mnie raczej lubią i doceniają chyba to, że jednak ciężko zasuwam. Ale tam dalej jest różnie. I to jest bolesne, bo mówię o swoich kolegach, o ludziach, z którymi często tworzyłem Platformę w Polsce i w zachodniopomorskim. Byłem we władzach tej partii przez kilkanaście lat, w zarządzie regionu. Byłem posłem, a potem ci posłowie zostają ministrami i udają, że mnie nie znają, mimo że bardzo blisko żeśmy żyli w tym Sejmie. Z niektórymi naprawdę – z Jakubem Rutnickim, który jest teraz wiceministrem sportu, ale i z wieloma innymi. Ja po prostu ich tam wszystkich znam. Nie znam tylko tych, którzy teraz przyszli do Sejmu.

To nie jest przyjemne. Natomiast dwa lata to ciężka praca i posuwanie miasta do przodu. Realizujemy projekty w trudnych warunkach finansowych. Fajne rzeczy – jedne się podobają, inne mniej. Próbuję cały czas współpracować z przedsiębiorcami. Mam bardzo dobre stosunki z zarządem Kronospanu. Kibicuję im, żeby wyszły ich inwestycje, ponieważ uważam, że będą miały niezwykle miastotwórczy charakter. Miasto przestanie się wyludniać, a wręcz odwrotnie – liczba mieszkańców powinna się zwiększać. Zwiększają się dochody z PIT-u, czyli Szczecinek jest w miarę zamożnym miastem poprzez zarobki swoich ludzi.

Trudno w jednym zdaniu opisać te dwa lata, ale myślę, że idziemy w dobrym kierunku. Najbliższy rok będzie tym, w którym inwestycje zaczną „wychodzić z ziemi”. Mam nadzieję, że zacznie się budować planetarium, że zacznie się budowa parkingu wielopoziomowego na Jana Pawła II, że dokończymy te „Wapna” i strefę chillu. Że powstanie również strefa wypoczynkowa na Świątkach. Dużo różnych rzeczy powinno się dziać, które pozaczynaliśmy dwa lata temu, a teraz są jeszcze mało spektakularne, bo nie wbito łopaty. Ale zanim się ją wbije, muszą być koncepcje, projekty, przetargi, inżynieria finansowa. To wszystko trwa. Za miesiąc, do końca maja, oddamy dworzec. Do końca maja będzie uruchomione rondo. Następne rondo będzie zrobione do końca tego roku – jesienią powinno być oddane rondo Gdańska-Szczecińska. Powstają nowe ulice, będzie łącznik między Harcerską a Fabryczną.

Z jednej strony jestem z tego zadowolony, a z drugiej są rzeczy, które powodują, że odbiór mojej osoby u mieszkańców nie jest tak dobry jak dwa lata temu. To są pewne niepopularne decyzje. Taką decyzją jest powrót do odpłatności za komunikację publiczną. Mimo że próbowałem wielokrotnie tłumaczyć ludziom, że nie ma innego wyjścia – sprawowanie władzy to nie jest tylko przypochlebianie się mieszkańcom, ale też konieczność podejmowania trudnych kroków. Inaczej mielibyśmy ogromne kłopoty z naszą spółką Komunikacja Miejska. To powinno być zrobione już dwa lata temu. Dobrze, że udało nam się to przegłosować, chociaż niewielką ilością głosów. I oby tylko przez populizm niektórych radnych nie doprowadzono do tego, że to będzie „wydmuszka” – że niby wracamy do opłat, a potem różnymi drogami zwalniamy 90% mieszkańców z płacenia. To jest straszne, ale to się dzieje na całym świecie.

Ryszard Bańka: Patrząc z perspektywy tych dwóch lat, co by Pan zrobił inaczej?

Jerzy Hardie-Douglas: Nie wiem, czy coś bym zrobił inaczej. Z perspektywy czasu zastanawiałbym się tylko, gdybym jeszcze raz miał wybierać, czy bym wystartował. Mówię o tym uczciwie. Dla wielu ludzi bycie burmistrzem to awans – potem można być już tylko premierem albo prezydentem. Burmistrzowie i prezydenci miast mają bardzo dużą władzę dzięki ustawie samorządowej. To jest bardzo fajne, daje możliwość kreowania życia. Dlatego każdemu się wydaje, że wygrana to spełnienie marzeń. A ja powtarzam: ja się z tego cieszę tak średnio. Fakt, że mam być burmistrzem jeszcze przez trzy lata, po prostu mi „uwiera”. Jak drzazga pod paznokciem albo kamień w bucie. Wolałbym, żeby to już nie trwało tak długo, bo perspektywa trzech lat pracy jest dla mnie zbyt odległa. Ale jak się mówi: „jak się nająłeś za psa, to szczekaj”. Sam w to wszedłem, nie mam do nikogo pretensji, tylko do siebie.

Gdybym nagle zrezygnował, zaczęłaby się nowa kampania, kłótnie, wydano by niemałe pieniądze na wybory. Także póki mogę, będę tym burmistrzem. Chyba że koledzy z Platformy doprowadzą do referendum i mnie odwołają – wtedy rozwiążą sytuację.

Ryszard Bańka: A gdyby dzisiaj miał Pan startować, wystartowałby Pan?

Jerzy Hardie-Douglas: Nie.

Ryszard Bańka: Bardzo ciekawa odpowiedź. Panie burmistrzu, zmieńmy temat. Audycję nagrywamy w piątek, będzie emitowana w poniedziałek, ale będziemy gościć delegację francuską. Jaki jest plan pobytu?

Jerzy Hardie-Douglas: Francuzi tym razem przyjeżdżają na dosyć długo. Trzeba przyznać, że regularnie nas odwiedzają. Przylatują dzisiaj, czyli w piątek wieczorem. Będą w hotelu o 22:00. Jutro jadą do Połczyna oglądać uzdrowisko. Potem spotykamy się na kolacji, w Panderosie. W niedzielę jest bieg.

Ryszard Bańka: A Pan biegnie?

Jerzy Hardie-Douglas: Niestety nie. Pierwszy raz od wielu lat nie biegnę, bo mam kontuzję ścięgna Achillesa. Już mnie przestało boleć, ale czuję, że nie mogę ryzykować. Postanowiłem na trzy miesiące odpuścić. W moim wieku trzeba to wyleczyć, bo inaczej ścięgno pęknie całkowicie i wtedy koniec z bieganiem na zawsze. A korciło mnie strasznie! Wszyscy biegacze cały rok czekają na Bieg Osińskiego. Dla lokalnych sportowców to jest fiesta, najważniejszy dzień w roku. Żałuję bardzo.

Wracając do Francuzów – oni będą biegli. Wieczorem spotykamy się z radnymi na ognisku na Ślusarni. Tam będzie bardziej „przaśnie”, mniej elegancko. W poniedziałek jest pożegnalna kolacja. Bardzo lubię to miasto (Noyelles-sous-Lens), lubię ich mera. Głównego mera nie będzie, przyjedzie wicemer. To bardzo przyjemni ludzie.

Ryszard Bańka: A jak Pan ocenia współpracę z nimi?

Jerzy Hardie-Douglas: Współpraca jest dobra. W lipcu przyjedzie znowu młodzież z Noyelles, spora grupa. W kolejnym roku jadą nasi uczniowie. Ta wymiana trwa od bardzo dawna i jest autentyczna. Miast partnerskich mamy teoretycznie kilka, ale zamarły kontakty z Söderhamn i Bergen op Zoom. O ile z Söderhamn nigdy nie były ożywione, o tyle z Bergen op Zoom przez lata bardzo współpracowaliśmy. Holendrzy ogromnie nam pomogli, gdy zaczynaliśmy przygodę z samorządem. Oni mieli ogromne doświadczenie w demokracji lokalnej.

Pamiętamy też akcje charytatywne pani van Elzakker. Z wieloma Holendrami się zaprzyjaźniliśmy. Istniała specjalna fundacja zajmująca się współpracą (jumelage) i nie wiem, co się stało. Podobno podczas pobytu jednej z naszych delegacji (w której nie uczestniczyłem) doszło do jakiegoś incydentu i oni uznali, że niekoniecznie chcą mieć z nami do czynienia. To są wiadomości niesprawdzone, nie chcę ich kontynuować. Próbowałem odnowić kontakt, ale odpowiedzi są chłodne. Myślę, że te dwa miasta będziemy musieli skreślić – zdjąć ich herby z sali obrad, bo po co udawać?

Rozglądam się teraz w stronę Hiszpanii. Pracuję nad tym, żeby nawiązać kontakt z Salobreñą. Chciałbym, żeby Szczecinecczanie mogli tam łatwiej jeździć, poznawać Andaluzję. Dzisiaj loty do Malagi czy Alicante są tanie. Gdybyśmy mieli tam miasto partnerskie, byłoby to bardziej przyjazne dla mieszkańców.

Ryszard Bańka: Podejmuje Pan już działania w tym kierunku?

Jerzy Hardie-Douglas: Tak, próbuję. Idzie to ciężko, bo Hiszpanie są specyficzni. Bardzo ich lubię, ale u nich panuje mañana – podejmowanie decyzji trwa długo. Ale jak już się przekonają, jest w porządku.

Chcemy, żeby młodzież miała więcej możliwości. W Polsce mamy tendencję do generalizowania, do niechęci wobec sąsiadów – Niemców, Rosjan czy Czechów. Ale dzięki kontaktom z Neustrelitz wielu mieszkańców widzi, że to normalni ludzie. Nie można mieć obsesji na punkcie historii. Trzeba budować nowe relacje, a nie ciągle nosić w sobie zadrę.

Ryszard Bańka: Panie burmistrzu, wraca do Szczecinka seniorska piłka nożna. Jak Pan na to patrzy?

Jerzy Hardie-Douglas: Wszyscy wiedzą, że nie jestem wielkim kibicem piłkarskim, to nie jest moja ulubiona dyscyplina, ale dla wielu mieszkańców jest ważna. Mam obowiązek pomagać grupom, dla których to ma znaczenie. To trudny temat – dofinansowanie sportu zawodowego przez miasto zawsze budziło spory.

Mieliśmy czwartoligową drużynę, klub się rozwiązał. Doszło do paradoksu: mamy mnóstwo boisk, a dorośli na nich nie grają. Mamy za to świetne szkolenie młodzieży – Akademię Piłkarską (około 500 dzieci) oraz Wielim. Żeby ci młodzi ludzie chcieli grać, muszą mieć perspektywę występu przed prawdziwą publicznością w drużynie seniorskiej. Sprzyjam więc odnowieniu drużyn opartych na najstarszych rocznikach Akademii czy Wielimia. Zaczną od klasy B i będą piąć się w górę. Znalazłem sponsorów dla tej grupy...

Ryszard Bańka: Dla obu drużyn?

Jerzy Hardie-Douglas: Wielim się do mnie nie zgłaszał, radzą sobie sami. Ja skupiłem się na Akademii, bo szkolenie młodzieży poprzez OSiR to zadanie miasta. Nie chcę kłótni z radnymi o to, czy miasto ma sponsorować dorosłych, dlatego pieniądze od sponsorów pójdą na ten start w klasie B. Na razie to będzie „jeżdżenie dookoła komina” – mecze z Barwicami czy innymi okolicznymi miejscowościami. Ale kibicuję im, żeby piłka nożna dorosłych się odrodziła. Trzeba dać tym dzieciakom szansę, by mogły kiedyś zagrać na głównym stadionie.